RSS
czwartek, 10 stycznia 2008
Król.

     Nie piszę gdyż obowiązki mnie przytłoczyły i gniotą do ziemi... Lecz oczy me otwarte i wciąż widze choć czasu nie mam aby się tym podzielić. Pamiętacie jak urazili wizerunek mego Króla? Po całym tym festiwalu z katolickego kraju zwanego świętami, mój Król odzyskał swój majestat.

środa, 12 grudnia 2007
Pomoc niesiona innym.

    Zostałem spytany więc poruszę tę sprawę. Otóż jestem zagożałym wrogiem pomocy doraźnej... dlaczego? Szkoda na nią czasu i wysiłku. Jeśli po prostu nie pomagamy nikomu to marnujemy swój czas. Większość ludzi nie chce nikomu pomagać (szanuję to, ich wybór). Ale i u większości pojawia się dysonans poznawczy: "Jeśli nie pomagam to jestem złym człowiekiem...". Ale jak tu przełamać opór i pójść dajmy na to w akcie dobra gotować obiad okrutnie śmierdzącym bezdomnym... Otóż społeczeństwo (jak to byt) zwykło radzić sobie i z tym, nic lepszego jak wysłać z ciepłego domku i wygodnego fotela sms'a za 2,44. Nie wiemy jaki procent tych pieniędzy trafia do danej fundacji, jaki do operatora sieci, i jaki do osób potrzebujących. Ale nie pytamy o to. Czemu? A bo co nas to obchodzi! Sms wysłany, sumienie wyprane teraz tylko wmówić sobie, że wszystko będzie dobrze a świat przez nas małymi kroczkami jest naprawiany. A wszystko to, cudownie nas utrzymuje przy stabilności psychicznej.

    A teraz największy przykład marnowania pieniędzy, czasu i wysiłku; czyli: pomoc międzynarodowa! Trwa już od około 50 lat. Zaczeło się zaraz jakoś po II wojnie światowej. Wtedy państwa ruszyły słać kase do biednych krajów. Ile tej kasy wysłali? USA dotąd jakiś bilion dolarów, do tego kraje europejskie jakieś kilkset milionów dolarów. Niezła sumka... Pewnie by komuś pomogła... otóż nie pomogła. Jak tam biedą piszczało tak piszczy.

    Sprostujmy tutaj jedną rzecz. Nie jestem wrogiem pomagania innym. Jestem wrogiem bezmyślenego tego robienia. Spójrzmy na Afrykę. Iście beznadziejny i żałosny przypadek. Kupa szmalu umoczona a wielu umiera tam z głodu jak i umierało wcześniej. Czy jest kraj który naprawdę w jakiś racjonalny sposób pomógł Afryce? Sądze, że Chiny. Jedyny kraj który nie wysłał tam kasy w ramach pomocy lecz wpadł na na pozór osobliwy pomysł robienia interesów z Afryką... 

poniedziałek, 10 grudnia 2007
Z Króla mi wała robienie.

    Dziś jadąc miastem dostrzegłem, iż pomnik Kazimierza Wielkiego, przedstawionego z koroną, berłem i na koniu z kropierzem, przyozdobiono w czape św. Mikołaja i czerwony worek...

    Skandal nie do opisania... 

sobota, 08 grudnia 2007
Chrześcijańska miłość do bliźnich.

    Wczorajszego dnia dwóch mężczyzn weszło na teren świątyni. Poszukując kapłana naczelnego zwanego proboszczem. Mężczyźni mieli do proboszcza sprawę, wcale nie duchową. Chodziło o stacje nadającą sygnał dla sieci komórkowych. Stacja zamieszczona jest na dachu kościoła, a proboszcz z tej racji regularnie czerpie pieniądze. Owi dwaj mężczyźni mieli zamiar dokonać drobnej napray stacji.

    Poszukując proboszcza odwiedzili tyły świątyni (przez katolików nazywane zakrystią), dom kapłanów (zwany przez katolików plebanią oraz zajrzeli nawet do samej świątyni. I napotykając całą mase ludzi którym ich bóg nakazał im kochać swych bliźnich słyszeli jedynie: odejdzcie, nie nie wiemy, chyba nie ma, czego tu szukacie, powinniscie odejsc, prosze zadzwonic, nie nieznamy do nas numeru...

Absolutne zero pomocy... 

piątek, 30 listopada 2007
On sidewalk.

- Pan rzucił papierosa na chodnik!

- A Pani pies sra na niego... 

wtorek, 27 listopada 2007
Ojciec podobno święty.

    Mianem Ojca Świętego katolicy zwykli nazywać papieża. Głowę państwa watykańskiego. Obecna osoba szczycąca sie tym tytułem to niejaki Benedykt XVI. Myślałem, że po tym jak w byłym obozie mieszczącym się w Oświęcimiu rzekł iż wine za czyny trzeciej rzeszy ponosi grupa zbrodniarzy, która przejeła władze nad całym narodem; niczym już więcej mnie tak nie wpiekli...

Dziś mu się udało. Odmówił audiencji Dalajlamie. Pokojowemu Tybetańskiemu przywódcy i zwolennikowi dialogu. A więc z dniem dzisiejszym wypowiadam mu wojnę na argumenty którą z pewnością przegra, gdyż jeżeli uległ naciskom lub postanowił zamknąć się na dialog nie jest godzien miana przywódcy duchowego.

Martwi mnie tylko postawa moich braci i sióstr katolików... Obawiam się, że ich dusze dogmatem przesycone nie pozwolą im stanąć w moim szeregu ludzi wykrzykujących swe niezadowolenie.

    Dialog! I wolność od dogmatu! 

piątek, 16 listopada 2007
Konsumenckie dyrdymały.

    (rozmowa w 100% autentyczna)

-To jak ma być?

-Tanio i dobrze.

-To tanio czy dobrze?

-To tanio.

-No dobrze. 

środa, 31 października 2007
Śmietnisko-oraz jego rezydenci.

    Spędziłem kilkadziesiąt godzin na śmietnisku. Jest to miejsce gnieżdżące setki ton odpadów cywilizacyjnych. Znajdziecie tam mnóstwo rzeczy, których ktoś nie chciał, i je odrzucił.

    Największe wrażenie zrobił tam na mnie widok spycharki roganiającej śmieci zostawione przez wywrotke. Spycharki takie mają stalowe kilku tonowe koła nabijane wielkimi ćwiekami. Potężne maszyny - potrafią wisieć 1/3 masy pojazdu nad przepaścią i bez cienia strachu bezpiecznie na wstecznym wycofać.

    Ale moją uwage tam zwróciło jeszcze coś... Są tam ludzie, Trolami przez wszystkich zwani. Trol cechuje się szukanie skarbów. Co dla jednych śmieciem jest dla skupu złomu jawi się jako towar. A więc Trole - poszukiwacze bywają na śmietnisku w celach zarobkowych. Zaciekawili mnie od razu! Kim są, gdzie mieszkają? Otóż okazało się, że to przeróżne osoby: bezdomni, ubodzi, zamieszkujący pustostany... Niestety nie udało mi się (zabrakło czasu) wysondować ich zarobków. Chciałbym napomknąć, że niektórzy z nich podjeżdżają na wysypisko nowymi samochodami. Spytani odrzekli, że kupili te samochody aby więcej zarabiać, gdyż autem więcej złomu sie dziennie przewiezie. Wśród nich krąży nawet opowieść o kobiecie która ponoć kupiła mieszkanie sobie pracując w tym miejscu.

Oto moja rozmowa z jednym z nich o zarabianiu na śmietnisku:

-Panie, a powie mi Pan ile tu tak wyciągnąć na tych śmieciach można?

-A to różnie...

-A dziś ile pan już tam nazbierał? (około godziny 9 - 10)

-Z jakieś 50zł będzie.

-A chu**** tak bo bez ZUS-u robota.

-Czy Cie poj*****? Ja se k**** sam ZUS opłacam. 

czwartek, 25 października 2007
Człowiek który zapłakał...

Było o marudzeniu i marudzących... wiecznie cementujących swe nieszczęście.

    Toteż dziś będzie o szczęśliwym, możliwe, że najszczęśliwszym jakiego spotkałem.

    Kiedyś miałem niebywałe szczęście pracować w instytucji zajmującej się pomaganiem biednym. Ostatniego dnia mej pracy wszedł do mnie do pokoju mężczyzna w wieku średnim. Gdy przekroczył próg zatoczył się... i zapłakał. Wraz z dwoma innymi facetami z którymi rezydowałem w pokoju daliśmy mężczyźnie krzesło i kawę.

    I opowiedział nam o przyczynach swej wizyty. Chciał mianowicie zaprosić nas na kawę do siebie do domu... Od 6 lat był bezdomnym, rodzina go pewnie wywaliła z chaty za picie lub coś podobnego (moja spekulacja). Od 2 czy 4 lat prowadził już w AA grupę wsparcia. Chorował bodajrze na serce a z zawodu był budowlańcem. Mieszkał w noclegowni. Każdy bezdomny może we wrześniu pisać do urzędu miasta prośbe o lokal socjalny.Prawie każdy bezdomny tego nie robi. Dlaczego? Bo spróbują 2 razy i odpuszczają mówiąc, że rząd to oszuści i złodzieje a szeroko pojęta władza jeszcze nigdy nikomu nic nie dała.

    On jednak dostał. Dostał kawalerkę w dobrym stanie na osiedlu graniczącym z lasem.

Zapytałem go: "To co prosze pana? Nowe życie, teraz tylko praca i kobieta."

Odrzekł: "Zobaczymy, ale z kobietami to ostrożnie, już dość problemów przez nie w życiu miałem."

Dalej nie pytałem, chyba pojołem bez tego jego słowa. 

środa, 17 października 2007
Pułapka na małpy.

    Hej, czy wiecie, że jeśli macie: dach nad głową, łóżko w którym śpicie, lodówke w której trzymacie żywność oraz ciepłe i suche ubranie to jesteście bogatsi od 70% populacji tej planety. Ludzie na mych ulicach nie widzą świata tak. Są zgorzkniali i wiecznie marudzący:

-Masz prace?

-No mam ale co to za praca...

-Masz samochód?

-Mam ale co to za samochód...

itd...

    Jak trudnym jest dla nas uśmiechnąć się od czasu do czasu do swego losu w podziecie chociażby i za to ze możemy się edukować. Zauważyłem, że ludzie nie patrzą na to co posiadają, lecz zachłannie wpatrują się w to co mieć mogliby. Tworzy to zamknięte koło i zarazem pułapke naszego umysłu. Wydaje mi sie, ze wiem jaki jest mechanizm działania owej półapki:

    Otóż istnieje taka stara hinduska pułapka na małpy. Pułapka owa jest niczym innym jak otwieranym sześcianem z otworem na jednej ze ścian. Do sześcianu wkłada się owoc. Małpa po owoc sięga... lecz owoc jest zbyt duży aby wyjść przez otwór... A małpa zbyt chciwa aby owoc puścić...

 
1 , 2 , 3